[szablon tymczasowy]

piątek, 19 maja 2017


        Siems! 
O mojej wielkiej tragedii już wspominałam, więc nie będę się jakoś w tym temacie szczególnie rozpisywała. Powiem tylko, że część plików udało mi się odzyskać – w tym pracę licencjacką (Uff…!... mimo, iż w przed - przedostatniej wersji); niestety „Adonis” przepadł na wieki.
Strasznie ciężko pisało mi się ten rozdział po raz drugi. Za każdym razem, kiedy wklepywałam jakieś zdanie, niby pamiętając, jak to wcześniej napisałam, wydawało mi się, że jest tysiąc razy gorsze od tamtego pierwowzoru i czułam się jakbym tylko próbowała bardzo nieudolnie podrabiać samą siebie. Moim zdaniem rozdział w ogóle nie ma swojego pierwotnego polotu i jest dziwnie rozwleczony.
Ostrzeżenie I: Wulgaryzmy są.
Ostrzeżenie II: Rozdział jest nudny.





            Tsuna*




Madara stanął przed drzwiami do pokoju Zetsu i kilkukrotnie uderzył kostkami o drewno, jednak odpowiedziała mu cisza. Wreszcie, po dłuższym czasie bezowocnego stania i patrzenia w drewno, jasnym stało się, że Ōtsutsuki gdzieś wybył. Kruczowłosy zastanawiał się przez chwilę, czy powinien sprawdzić jego ewentualną obecność też w gabinecie właścicielki; w końcu czas ucieka, a Tendō chodzi tak wkurwiony, że lepiej mu się nie narażać. Przez moment rozważał obie możliwości, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że możliwe, iż Katsuma z zielonkawowłosym omawiają jakieś ważne kwestie i lepiej im nie przerywać. Z dwojga złego bardziej wolałby nie podpadać szefowej, chociaż to Pain sprawował nad nim bezpośrednią kontrolę. Spędził jeszcze chwilę na analizowaniu zaistniałego, a z całą pewnością niespodziewanego problemu, zanim przypomniał sobie, że Skorpion wspomniał, iż Victorii nie było w klubie podczas starcia Rudego z Kakuzu i ponoć nie wiadomo czy w ogóle będzie. Postanowił więc zaryzykować i zapukał, na co z gabinetu odpowiedział mu męski głos. Wszedł, dyskretnie zlustrował szybkim spojrzeniem całe pomieszczenie i upewniając się, że właścicielki w nim nie ma, przeniósł wzrok na Zetsu, który siedział za biurkiem Katsumy, wklepując coś w klawiaturę laptopa.
-         Dobry wieczór.
-         Cześć – zielonkawowłosy dopiero wówczas uniósł głowę znad monitora. – Aa… Przyszedłeś po ubranie – przypomniał sobie zanim kruczowłosy zdążył powiadomić o powodzie swojej wizyty. – Już ci daję – uśmiechnął się i ruszył w stronę szafy.
-         Dziękuję – powiedział Uchiha, by nie dopuścić do powstania krępującej ciszy.
-         Miałem ci te rzeczy zostawić w szafce, ale nie wiedziałem, którą ci Pain przydzielił, a chodzi dzisiaj tak wkurwiony, że wolałem z nim nie gadać – posłał mu przepraszający uśmiech.
-         Dziękuję bardzo – wziął od piwnookiego ciuchy – i uciekam, bo jestem już spóźniony – usprawiedliwił się szybko dając do zrozumienia managerowi, że nie ma się co rozgadywać, po czym natychmiast skierował się do wyjścia.
-         Madara – czarnooki przystanął w drzwiach zatrzymany przez głos Zetsu.– Gdyby Pain za bardzo się na ciebie ciskał, powiedz, to porozmawiam z nim.
-         Dzięki – odpowiedział powoli po chwili, potakując przy tym głową i opuścił gabinet Katsumy nie zamierzając z tej uprzejmej propozycji korzystać.  
Szybkim krokiem wszedł do pokoju ochrony, gdzie tuż po przekroczeniu progu przywitały go dwie szare tęczówki ciskające piorunami, które znikąd przed nim wyrosły.
-         Zapomniałeś o takim wynalazku jak zegarek!?!– Ryknął na niego Tendō wskazując na ten wiszący u nich na ścianie. – Wiesz która godzina!?! A ciebie nie dość, że nie ma na wyznaczonym miejscu, to jeszcze jesteś nieprzebrany!
-         Przepraszam, ale nie miałem się w co przebrać – zaryzykował ostrożne przerwanie wściekłemu rudzielcowi i uniósł dłonie.
Pain spojrzał gniewnie na trzymany przez niego mundurek a widząc, że ma dość logiczne usprawiedliwienie , wycedził tylko przez zaciśnięte zęby:
-         Za pięć minut widzę cię na bramce. – Wyminął go i ruszył w stronę wyjścia, gdzie zatrzymał się jeszcze na sekundę. – I nie radzę się spóźniać – rzucił trzaskając drzwiami.
Kruczowłosy niezwłocznie otworzył swoją szafkę i zaczął się przebierać ignorując dwóch mężczyzn, którzy znajdowali się w pomieszczeniu i, co go bardzo irytowało, byli świadkami reprymendy jaką otrzymał. Nienawidził, kiedy ktoś wyrzucał mu cokolwiek w obecności osób trzecich, tym bardziej w taki sposób, w jaki uczynił to Tendō. A zważywszy, że widownia tego spektaklu jest mu niemal całkowicie obca i jest już po fakcie, więc nic nie może z tym zrobić, jego frustracja zaczęła niebezpiecznie rosnąć. Starał się o tym nie myśleć, tylko jak najszybciej zmienić ubranie, ale nie był w stanie odzyskać całkowitego spokoju i nic nie wskazywało na to, żeby mu się to w najbliższym czasie udało. W końcu, ułożywszy swoje ciuchy na półce, usiadł na wąskiej ławce z ciemnego drewna ustawionej przed szafką i zaczął sznurować sięgające nieznacznie nad kostkę czarne martensy.
Był mniej więcej w połowie wiązania drugiego buta, gdy padł na niego olbrzymi cień. Zaskoczony uniósł głowę a jego spojrzenie padło wprost na stojącego nad nim ogromnego mężczyznę. Facet, o monstrualnej wręcz posturze, miał udo niemal dwa razy takie jak Madara. Jego niebotyczny wzrost z pewnością pozwalał mu patrzeć z góry nawet na reprezentację koszykarzy. Uchiha dobiegł w końcu wzrokiem do oblicza mężczyzny, okolonego przez, sięgające za ramiona, pasma rudych włosów, z których część była podpięta w kok przypominający coś na kształt kokardy, a reszta puszczona wolno po plecach. Każdy z policzków mężczyzny przyozdabiały tatuaże w formie trzech zielonych pazurów zwężających się w stronę nosa. Wąskie oczy o wyblakłobrązowych tęczówkach patrzyły z dużą przenikliwością, kontrastując z lekko zaoblonymi rysami, łagodzącymi ogólny wygląd tej, sprawiającej mimo wszystko wrażenie niegłupiej, twarzy.

               -         My się jeszcze nie znamy – zaczął głębokim, lekko schrypłym głosem. – Suikazan Fuguki.
               -         Uchiha Madara – uścisnął wyciągniętą w jego stronę olbrzymią rękę. – Miło mi poznać.
               -         Mnie również.
               -         No tak, wczoraj cię nie było, więc się jeszcze nie zdążyłeś zaznajomić z naszym nowym nabytkiem – powiedział Kisame dołączając się do rozmowy.
               -         Przepraszam, ale muszę już iść – zaczął niepewnie kruczowłosy, wstając z zamiarem odejścia. Nie planował wplątywać się w żadną pogawędkę, która, pochłaniając czas, naraziłaby go na kolejny opierdol od Tendō. – Sami widzieliście, że już sobie nagrabiłem, więc nie chciałbym prowokować losu. Wybaczcie – usprawiedliwił się szybko i od razu ruszył w stronę wyjścia.
               -         Zamknij szafkę – uwaga nowopoznanego ochroniarza zatrzymała go. Kruczowłosy odwrócił się i spojrzał pytająco unosząc wysoko brew, w oczekiwaniu na wytłumaczenie, więc mężczyzna dokończył. – Na klucz.
               -         Jeśli faktycznie nie chcesz opierdolu, powinieneś posłuchać tej rady. – Wtrącił niespodziewanie Kisame, co jeszcze bardziej zdezorientowało czarnookiego.
               -         Nie podejrzewam, żeby cokolwiek mogło mi tutaj zginąć - zaczął ostrożnie nieco skonsternowanym tonem, bacznie obserwując twarze rozmówców.
               -         Nie o to chodzi, po prostu drzwiczki się czasami otwierają, co Paina strasznie wkurwia. – Zaśmiał się Hoshigaki, dając do zrozumienia, że zachowana przez Uchihę powaga sytuacji w tym wypadku nie istnieje.
               -         Szczególnie gdy biegnie wściekły i się o któreś piźnie. – Dopowiedział Fuguki.
Madara był szoku. Spodziewał się każdego możliwego powodu zalecenia mu takowej ostrożności, poza tym jednym, który właśnie został mu przedstawiony.
               -         A…ha… Dzięki. – Tylko tyle był w stanie z siebie wydusić, podchodząc do szafki i przekręcając kluczyk, a następnie wrzucając go do kieszeni. – To ja uciekam – dodał kierując się w stronę drzwi, na co ochroniarze unieśli ręce w geście pożegnania.

Kruczowłosy szybkim krokiem przemierzył salę, nie natrafiwszy na Rudego i miał nadzieję, że na selekcji również go nie zastanie. Jego niepewność narastała z każdym krokiem, przez całą długość przyciemnionego korytarza, aż zdawało się, iż lada moment exploduje zatrzymując mu pracę serca. Z duszą na ramieniu odsunął bordową kotarę i przestępując próg pomieszczenia z ulgą odkrył, że Pain faktycznie nie pofatygował się, by osobiście sprawdzić czas jego przybycia na wyznaczone mu stanowisko. Zamiast płomiennie rudej czupryny zaatakowała go para brązowych tęczówek, bacznie lustrujących każde drgnięcie jego twarzy.

               -         Cześć – czarnooki przywitał się krótko.
               -         Cześć. Czyżby coś się stało? – Zapytał zaciekawiony Hashirama nie odwracając ani na moment wzroku.
               -         Nie, wszystko jest w porządku – odparł zdawkowo, nie chcąc sobie przypominać tego, co się rozegrało w pokoju ochrony.
               -         Oh, ktoś tu jest nie w humorze.
               -         Nic z tych rzeczy.
               -         Więc? – Ciągnął na siłę, ignorując niechęć kruczowłosego do podejmowania tego tematu.
               -         Powtarzam. Wszystko w porządku. – Madara czuł się przytłoczony i już jawnie rozdrażniony nieustępliwością szatyna oraz kontrolującym spojrzeniem, które utkwił w jego twarzy.

Senju  wyraźnie niezadowolony z chłodnej postawy swojego rozmówcy, odwrócił głowę z dość jednoznaczną miną. Widać było, że brązowooki jest rozeźlony i chyba… Obrażony? Takie przynajmniej Uchiha odniósł wrażenie. No bez przesady… Foch? Serio…? Pomyślał ukradkiem zerkając na szatyna, zaciekawiony niespodziewaną zmianą jego zachowania. Cóż za nagła metamorfoza, prychnął. Czego się niby spodziewałeś? Chyba nie przypuszczałeś, że po jednym dniu znajomości wykażę wobec ciebie emocjonalną wylewność. Dobry żart. Siedzieli tak wymownie milcząc przez pewien czas, a  ogólny nastrój z każdą chwilą się pogarszał, strasząc widmem przepełnionej wrogością ciszy.
Tę gęstniejącą atmosferę przerywał dopiero odczyt z czujnika ruchu, powiadamiający ich rozbłyskiem czerwonego światła o zbliżających się klientkach. Madara wraz z Hashiramą zajęli pozycje i oczekiwali na otwarcie drzwi. Wkrótce te cicho skrzypnęły i do pomieszczenia wtoczyła się roześmiana grupka dziewięciu kobiet przed trzydziestką. Z racji, iż sprawdzanie ich pełnoletności byłoby całkowicie zbędne, toteż czarnooki jedynie przywitał je miło. Dziewczyny odpowiedziały tym samym uśmiechając się przesadnie promiennie co, jak się zdało, było wynikiem ich nie w pełni trzeźwego stanu. Kruczowłosy spojrzał na Senju ale ten, zamiast zaprosić grupkę do środka, z ostentacyjną miną, wręczył mu tablet. Zapadła chwila dość krępującej ciszy, ponieważ Uchiha stał przez moment nieruchomo, jakby był wmurowany w ziemię i dopiero ocknąwszy się z tego dziwnego letargu poprosił kobiety, aby udały się wraz z nim. Przeszli przez bordowe kotary, ruszając przyciemnionym korytarzem w stronę głównej sali. Madara zastanawiał się  co spowodowało tak prowokacyjną reakcję szatyna. Na początku sądził jeszcze, że może to standardowa procedura wdrażania nowych pracowników, ale po kolejnym przeanalizowaniu wyrazu twarzy Hashiramy, znalazł odpowiedź na nurtujące go pytanie. On się w ten sposób chciał na mnie zemścić! Olśniło go. Tylko za co? Chyba nie wścieka się tak dlatego, że nie byłem zbyt wylewny podczas tej dzisiejszej rozmowy. To byłoby głupie… Oczekiwać, że po jednym dniu znajomości wyspowiadam mu się z całego mojego życia. Niedorzeczność. Nie, na pewno nie... Obrócił głowę w bok i zobaczył podążające za nim klientki; tak zatracił się w szukaniu przyczyn tej dziwnej sytuacji, że kompletnie o nich zapomniał, skutkiem czego znajdowali się już niemal przed salą, a on nie uzyskał od nich jeszcze żadnej informacji. Ta niespodziewana komplikacja jeszcze bardziej wyprowadziła go z równowagi, mimo to zaczął zadawać im pytania, próbując jednocześnie w miarę skutecznie ukryć swoje zdenerwowanie.

               -         Czy panie są po raz pierwszy w naszym klubie? – Zaczął wygrzebując z pamięci rozmowę, jaką w jego obecności prowadził z klientkami Kakuzu i usiłując uruchomić tablet, który, ku jego zdziwieniu,  okazał się być wyłączony.
               -         Tak. Przyjechałyśmy do Kyoto na weekend, aby świętować wieczór panieński tej damy – idąca najbliżej niego dziewczyna o rudawych włosach wskazała na dość przebojową koleżankę znajdującą się w centrum grupki.

Uchiha spojrzał za ręką kobiety i uśmiechnął się ciepło do przyszłej panny młodej:

               -         Moje gratulacje.
               -         Dziękuję! – Odpowiedziała wyszczerzając szereg równiutkich, nad podziw białych zębów.
               -         Zatem mam nadzieję, że ten wieczór będzie dla pań niezapomniany. – Powiedział trochę nieskładnie, nie bardzo wiedząc o czym z nimi rozmawiać. Próbował po prostu zabić czas w oczekiwaniu na uruchomienie aplikacji, która już zaczęła się wczytywać. – Nasi tancerze z całą pewnością o to zadbają. – Przeniósł spojrzenie z powrotem na idącą przy nim kobietę.
               -         Właśnie tego oczekujemy – odparła zakładając za ucho pasemko rudawych włosów.

Madara mógł wreszcie odetchnąć z ulgą, gdyż urządzenie zaczęło działać jak należy i resztę procedury po prostu musiał odczytywać z wyświetlonego na nim formularzu. W końcu, po zadaniu im jeszcze kilku rutynowych pytań, przekroczyli próg sali. Uchiha zdobywszy od nich wszystkie wymagane informacje, nie miał weny do podtrzymywania rozmowy, toteż od razu skierował ich w stronę jednego z większych wolnych stolików, otoczonego przez dwie kanapy. Właśnie mieli mijać podium, kiedy zorientował się, że idzie sam. Nieznacznie zdezorientowany odwrócił się i zobaczył całą grupkę, która ze dwa metry za nim stała niczym wrośnięta w ziemię. Wszystkie kobiety z lekko bądź bardziej rozwartymi ustami, nie odrywały wzroku od sceny. Madara powiódł za ich spojrzeniem w kierunku podwyższenia, na którym swoje wdzięki prezentował aktualnie Neji. Nie, żeby czarnookiemu podobało się to, co długowłosy szatyn wyprawia, ale widać, że mężczyzna był profesjonalny w tym co robi i nawet on nie mógł temu zaprzeczyć, szczególnie obserwując reakcję prowadzonych przez siebie klientek. Hyūga również ją widział i postanowił dać pełen popis swoich umiejętności. Jego smukłe, ale dobrze umięśnione ciało przybierało kolejne pozy, sprawnie wyrywające wyrazy zachwytu z ust, nie tylko aktualnie przybyłych, ale wszystkich obecnych klientek; nie wspominając już nawet o przyciąganiu ich, nad wyraz pożądliwego, wzroku. Perłowooki uśmiechnął się pod nosem na ten widok i napinając wszystkie mięśnie zszedł do parteru opierając się prawym barkiem o znajdującą się za nim rurę i wyginając się dość mocno do tyłu, co jeszcze bardziej wyeksponowało jego jasną karnację, podkreśloną dodatkowo światłem reflektora odbijającym się od srebrzystych drobinek balsamu, które przyozdabiały jego skórę, w efekcie sprawiając wrażenie jakby jego ciało powlekała świetlista łuna.
Czarnooki z rosnącym rozbawieniem patrzył na wprowadzane klientki i nie bardzo wiedział co zrobić. Najchętniej przerwał by im tę jakże zajmującą czynność macania wzrokiem dancera, ale z drugiej strony nie mógł być zbyt nietaktowny. W końcu, dawszy im jeszcze chwilę na ostentacyjne wgapianie się w  długowłosego szatyna, zwrócił się do nich:

               -         Zapraszam – wskazał ręką na znajdujący się nieopodal stolik.

Kobiety dość niechętnie przeniosły na niego swoje spojrzenie, ale poszły za nim i zajęły miejsca. Uchiha usiadł obok nich i podał każdej menu, pytając czego się napiją; w międzyczasie piosenka zdążyła dobiec końca i perłowooki zszedł ze sceny, znikając za bordowymi kurtynami.

               -         Niesamowity – zachwyciła się przyszła panna młoda powiódłszy jeszcze wzrokiem za znikającym tancerzem.
               -         No…  Potwierdziła niezbyt elokwentnie druga, po czym zwróciła się do Madary – czy można poprosić tego pana do nas? Chciałabym się napić czegoś, ale w jego towarzystwie.
               -         O tak! – Wykrzyknęła wyglądająca na najmłodszą z nich. – Niech się z nami napije. Można postawić temu panu drinka?
               -         Sądzę, że się zgodzi – powiedział powoli, po dłuższej chwili Uchiha; nie wiedział co powinien zrobić w takiej sytuacji, ale przeanalizowawszy wszystkie informacje, które dotąd zebrał, stwierdził, iż tancerz raczej nie będzie miał nic przeciwko dodatkowym pieniądzom za drinki.
               -         A wie pan jak ma na imię? – Zapytała posiadaczka rudawych włosów, która wykazała najwięcej chęci do rozmowy, podczas gdy je wprowadzał.
               -          Myślę, że już niebawem będzie pani mogła sama go o to zapytać – odparł uśmiechając się nieznacznie, czym starał się zatuszować fakt, iż nie ma bladego pojęcia jak mężczyzna się nazywa. – To czego się panie napiją?
               -         Jeszcze byśmy się chciały zastanowić – zaczęła niepewnie wyglądająca na najbardziej nieśmiałą w tym towarzystwie. – Może pan zawoła do nas tego gorącego pana tancerza, a my się w tym czasie namyślimy?
               -         Jak sobie panie życzą. Przekażę mu pań zaproszenie – odpowiedział spokojnie, powoli wstając.

Część z kobiet aż zapiszczała podexcytowana, niektóre uradowane klasnęły w ręce a wszystkie zgodnie przekazały mu jak bardzo na niego w tej sprawie liczą i wyszczerzyły się radośnie. Uchiha, stanowczo ignorując uparte myśli o pustocie ich mózgów i zapewniając, że zrobi wszystko co w jego mocy, by tancerz przysiadł się do tego stolika, bezzwłocznie odszedł w stronę baru. Nie miał pojęcia, co powinien zrobić i żywił nadzieję, że Akasuna okaże się dla niego na tyle życzliwy, by go w tej kwestii uświadomić. Tym razem nie trwało długo nim dobił do lady przepychając się między klientkami, które z racji jeszcze dość niepóźnej godziny, były w stanie kontrolować swoje poczynania w takim stopniu, by nie tarasować całkowicie przejścia swoimi osobami. Sasori dostrzegł go od razu jednak, choć strasznie tego nie lubił, kazał mu na siebie poczekać, wpierw kończąc przygotowywać drinka, a następnie wydając napój młodej dziewczynie ubranej w nie dość, że kusą, to w dodatku zbyt obcisłą, niebieską sukienkę i przyjmując od niej płatność. Wówczas stanął przed kruczowłosym mogąc mu poświecić pełnię swojej uwagi, tym bardziej, że zaciekawiła go mina ochroniarza, wskazująca na jego niepewność.

               -         Czego potrzebujesz? – Zapytał czekoladowooki bacznie mu się przyglądając.
               -         Twojej pomocy – odparł Uchiha opierając ramię na blacie baru.
               -         Coraz ciekawiej… – Rzucił Skorpion uśmiechając się nieznacznie i unosząc pytająco brew.
               -         Chodzi o klientki, które wprowadziłem – wykonał ruch głowy w kierunku stolika, przy którym je usadził, na co czerwonowłosy powiódł spojrzeniem ku wskazanemu miejscu, a czarnooki kontynuował – bardzo spodobał im się poprzedni tancerz.
               -         Poprzedni tancerz…? – Zaczął powoli zamyślając się i próbując zgadnąć, kogo Uchiha może mieć na myśli.
               -         Blady, z długimi brązowymi włosami– sprecyzował widząc, że Akasuna niekoniecznie pamięta, kto występował przed aktualnie prezentującym swoje wdzięki Kimimaro.
               -         Aa…! Nasza pornogwiazdka - Neji – zaśmiał się. – No tak, któż inny mógłby wykreować tak palącą potrzebę. – Rzucił z zadziornym uśmieszkiem. – Więc… O co z tym spodobaniem się chodzi? – Dopytał już poważnie.
               -         Nalegają, żebym go przyprowadził, bo chcą z nim posiedzieć. Można coś takiego zrobić?
               -         W jakim celu? – Zapytał nieprzekonany czekoladowooki.
               -         Chcą mu postawić drnika.
              -         Aa… To zmienia postać rzeczy – uśmiechnął się nieznacznie. – Tak, można to załatwić. – A kiedy zobaczył, że ochroniarz odetchnął z ulgą, dodał – pod warunkiem, że Hyūga się na to zgodzi.

Kruczowłosego zatkało. Stał przez chwilę niemo wpatrując się w, najzwyczajniej rozbawionego tym widokiem, Akasunę. Cholera, to przecież było do przewidzenia, myślał. Nie znał faceta, nie miał pojęcia jaki jest, ani w jaki sposób zareaguje. Nie chciał też, aby wyszło na to, iż przystając na nalegania klientek stworzył jakiś problem albo podpadł kolejnej osobie. Dlatego postanowił wyciągnąć od czekoladowookiego jak najwięcej informacji, które pozwoliły by mu ułożyć jakąś sensowną strategię, żeby, w razie „wu”, mógł się jakoś z opresji wyratować. Podpytam.

               -         Myślisz, że się zgodzi? –Zaczął niby obojętnie po chwili ciszy.
               -         Nie wiem. Zapytaj. – Odpowiedział zagadkowo Skorpion, uśmiechając się przy tym w sposób jednoznacznie mówiący, iż przejrzał jego plan. – Znajdziesz go w pokoju dancerów za sceną; korytarzem w prawo i pierwsze drzwi po prawej. – Uprzedził kolejne pytanie.
               -         Dziękuję – powiedział Uchiha, odpychając się dłońmi od dzielącego ich blatu.
               -         A tak w ogóle, to gdzie masz kogoś do pomocy? Jesteś zaledwie drugą noc, więc chyba nie powinieneś jeszcze działać samodzielnie. Pain nikogo ci nie przydzielił? Trudno mi uwierzyć.

Madara pokręcił tylko głową uśmiechając się sarkastycznie i machnął ręką dając do zrozumienia, że nie chce nawet komentować tego, co się wydarzyło. Z wyraźnym ociąganiem, ignorując spoczywający na nim baczny wzrok Akasuny, ruszył powoli w stronę przejścia pomiędzy barem a podium. Kurwa. I na co mi to było? Myślał czarnooki naciskając na klamkę i przechodząc przez drzwi dla obsługi. Mogłem im powiedzieć, że nie ma takiej możliwości. Albo, że same muszą się o to postarać, jeśli naprawdę chcą. Pośrednika sobie znalazły. Teraz, jeżeli cokolwiek będzie nie tak, wszystko spadnie na mnie. Świetnie, zakpił skręcając w prawo i zatrzymał się przed wejściem do pierwszego pomieszczenia. Nigdy z nim nie gadałem, nie mam pojęcia jaki jest, ani co zrobi. Nawet nie wiem jak z nim rozmawiać. Stał przez chwilę przysłuchując się przygłuszonej muzyce dobiegającej z sali dziwnie kontrastującej z ciszą korytarza i przylegających do niego pokoi. Ech… Dobra. Przymknął oczy wypuszczając powoli powietrze i zastukał kostkami w drewno. Przez moment zapanowała jeszcze większa cisza, po czym za drzwiami dało się słyszeć jakieś hałasy rozbijania się po okolicznych przedmiotach, krótkie śmiechy i pojedyncze dźwięki brzmiące jak mniej i bardziej niezidentyfikowane przekleństwa. Po następnej chwili, zakończonej skrzypnięciem, drzwi uchyliły się i ukazał się za nimi wysoki mężczyzna o długich białych włosach. Tancerz zlustrował go przenikliwym wzrokiem czarnych tęczówek.

               -         Taak…? – Zapytał przeciągając samogłoskę i nieznacznie unosząc brew.
               -         Dobry wieczór panu. – Przywitał się grzecznie. – Szukam pana Hyūgi.

Hatake uśmiechnął się nieznacznie na to oficjalne powitanie, a we wnętrzu pomieszczenia, do którego kruczowłosy nie mógł zajrzeć, jakiś młody głos rozbrzmiał głośnym śmiechem. Ktoś trzeci również znajdujący się w pokoju zgromił go krótkim: Zamknij się! Białowłosy spojrzał przez ramię w tamtym kierunku i powiedział:

               -         Deidara, to, że ty jesteś chamem bez kultury nie znaczy, iż nie ma ludzi, którzy posiadają odrobinę ogłady. – A gdy odpowiedziało mu kpiące prychnięcie, znów przeniósł wzrok na czarnookiego. – Jestem Hatake Sakumo. – Wyciągnął do niego rękę.
               -         Uchiha Madara – odparł niezwłocznie, również podając tancerzowi dłoń.
               -         Miło mi poznać. Więc przyszedłeś do Nejiego? – Zagadnął retorycznie. – Już Ci go wołam.

Odwrócił się do wnętrza, jednak zamiast cokolwiek mówić, posłał jedynie komuś przeciągłe spojrzenie, jednocześnie odsuwając się od drzwi i znikając w głębi pokoju. Moment później w tym samym miejscu zjawił się długowłosy szatyn ze znudzonym wyrazem twarzy i popatrzył na ochroniarza kpiącym wzrokiem.

               -         Pan Hyūga Neji? – Upewnił się kruczowłosy.
               -         Zgadza się – rzucił zdawkowo.
               -         Nazywam się Uchiha Madara…
               -         I pofatygowałeś się do mnie w sprawie? – Przerwał mu perłowooki dając do zrozumienia, że chce go jak najszybciej zbyć.
               -         Grupa klientek zaprasza cię na drinka – odpowiedział zwięźle. Początkowo planował być miły, jednak olewcze zachowanie dancera sprawiło, że szybko porzucił to zamierzenie. – Przyjmujesz? – Zapytał rzeczowo, nie chcąc przeciągać konwersacji z egocentrycznym striptizerem.

Hyūga zmierzył go zwyczajowym dla siebie wzrokiem i lekko się skrzywił, kiedy spostrzegł, że tym razem to nie on patrzy na rozmówcę z góry. Ostatecznie posłał czarnookiemu tylko ironiczny uśmiech.

               -         Prowadź – rzucił krótko, nie zamierzając tracić ani czasu ani pieniędzy.
               -         Tędy – odparł kruczowłosy i ruszył przodem.

Nie zamierzał rozmawiać z Nejim dłużej niż to było konieczne. Co za zadufany w sobie burak, oburzył się w myślach, wiodąc ich do stolika. Wywija gołą dupą wokół rurki a ma mniemanie o sobie jakby stawał przed komitetem noblowskim. Zerknął przelotnie na idącego o krok za nim młodego mężczyznę. Skąd się tacy ludzie biorą? Kpił dalej. Jak można mieć tak wybujałe ego, gdy szczytem ambicji jest napalanie zidiociałych panienek ze spermą zamiast mózgu? Poziom własnej wartości podnosi mu się wraz z fiutem czy co? Chyba pomyślał coś jeszcze, ale nie był pewien, ponieważ chwilowo ogłuszył go równie przeraźliwy co przesłodzony pisk, dobiegający od stolika. Dziewczyny niemal wyrywały się z miejsc nie mogąc się doczekać i każda starała się przesunąć tak, żeby to koło niej było jak najwięcej wolnego miejsca, na którym mogłoby usiąść ich bożyszcze. W końcu mężczyźni stanęli przy klientkach, a te, jak na zawołanie, zamilkły, jedynie szczerząc się do nich głupkowato. W odpowiedzi długowłosy szatyn posłał każdej z nich, po kolei, przeciągłe spojrzenie zawierające w sobie pewną dozę czegoś nieokreślonego a perwersyjnie grzesznego, na co wszystkie krótko pisnęły i wyglądały jakby miały się zbiorowo posikać.

               -         Pozwolą panie, że się przysiądziemy? – Zapytał od niechcenia, uśmiechając się przy tym szelmowsko.
               -         O… oczy…y…wiś…cie – wydukały z niemałym trudem, znów przepychając się między sobą.

Madara w osłupieniu patrzył na ten spektakl, starając nie pokazywać po sobie tego, co myśli a zaśmiewając się w duchu z naiwności i przygłupiastości tych, w jego opinii, żałosnych kobiet. Jednak kolejna jego krótka refleksja została przerwana, tym razem przez naglące spojrzenie perłowych oczu. Tancerz zajął najbliższe wolne miejsce i ponaglał go, by uczynił to samo. Kruczowłosy niechętnie przysiadł na brzegu drugiej kanapy, po przeciwnej stronie stolika i czekał, aż nadejdzie zbawienna chwila, w której przyjmie ich zamówienia i będzie mógł sobie wreszcie pójść, zostawiając cały ten cyrk za swoimi plecami.

               -         Słyszałem, że mój pokaz został doceniony. – Zaczął gładko, przerzucając spojrzenie z jednej na drugą.
               -         Tak! – Krzyknęła siedząca najbliżej czarnookiego kobieta o rudawych włosach. – Byłeś niesamowity – dodała ze wzrastającą excytacją. – Jestem Ayame. – Wyciągnęła rękę.
               -         Neji – odarł luźno, ujmując delikatnie jej dłoń.
               -         A Ty jak masz na imię, przystojniaczku? – Tym razem zwróciła się poufale do Uchihy.
               -         Madara – odparł krótko, nie zamierzając pozwolić na zbyt duża swobodę.
               -         Miło cię poznać – zaszczebiotała.

W tym momencie wszystkie dziewczyny rzuciły się bez opamiętania to na Hyūgę, to na niego podając swoje imiona, wymachując gorliwie ich rękami i szczerząc się do nich głupkowato. Oczywiście żadnego z tych imion kruczowłosy nie zapamiętał; nawet nie miał zamiaru. Czekał cierpliwie, aż będzie mógł wziąć zamówienia i sobie pójść. W końcu, kiedy klientki względnie się opanowały i z powrotem posadziły tyłki na kanapach, perłowooki ostentacyjnie powachlował się dłonią.

               -         Może się czegoś napijemy? – Zaproponowała natychmiast przyszła panna młoda. – Na co masz ochotę? – Zwróciła się do tancerza.

Neji przerzucał przez chwilę karty menu, przez chwilę wodził palcem, trzymając je w niepewności, po czym podał wybraną pozycję, na co ucieszona klasnęła w dłonie.
Madara tymczasem myślał o tym jak kiepski z niej materiał na żonę, gdy przerwała mu jedna z mniej przebojowych w tym towarzystwie, pytając, który drink wybiera. Nie miał najmniejszej ochoty z nimi przesiadywać, ale nie mógł ich tak po prostu zbyć. Odpowiedział dość lakonicznie i wybrał to samo, co siedzący naprzeciwko niego striptizer. Dziewczyny trajkotały jak nakręcone, a on skrupulatnie zapamiętywał zamówienia przekrzykujących się kobiet, wśród których znalazło się kilka z myślą o Nejim, a także o nim.

               -         Zajmiesz się tym, Madaro? – Zapytał perłowooki udając przymilnego, kiedy było już wiadomo kto i co sobie życzy, i zaczął rozmawiać z siedzącymi najbliżej kobietami, coraz bardziej zawracając im w głowach.
               -         Jestem zmuszony na chwilkę przeprosić – powiedział Uchiha uśmiechając się miło i wstał.
               -         Tylko wracaj szybciutko! Czekamy! – Dobiegło go, gdy ledwo odszedł od stolika.

Odpierdolcie się już, rzucił w myślach, ale odwrócił się i posłał im uspokajający uśmiech, po czym niezwłocznie skierował się w stronę baru. Dobił tam po chwili i pozwolił sobie na głośny wydech. Akasuna, aż się krótko zaśmiał widząc wyraz jego twarzy, wyrażający coś pomiędzy chęcią mordu a mdłościami.

               -         Kontroluj się – przypomniał mu jednak szybko.
               -         Gomen – zreflektował się i przywołał na fizjonomię najbardziej neutralny wyraz na jaki było go strać.
               -         Aż tak źle? – Zapytał czerwonowłosy pocieszająco unosząc kąciki ust, jednak jego spojrzenie kryło pewien rodzaj rozbawienia.
               -         Żyję, jeszcze. Ale już chyba niedługo – wymusił krótki uśmiech.
               -         Dobrze, to, żeby cię dłużej nie męczyć, powiedz czego sobie życzysz i odejdź w pokoju.
               -         Lepiej przygotuj notes – zignorował niecodzienny humor Skorpiona. – Trzy Twarde Strzały Amora, dwie Długości Marsowego Miecza, dwa Dym[a]jące Hadesy, dwa Wibrujące Tyrsy Dionizosa, dwa Tańce z Pochodnią Erosa, Na Skrzydłach Pegaza, Pod Trójzębem Posejdona i  dwa razy Na Ostrzu Parysa. – Wyrecytował na jednym wydechu niczym litanię.

Sasori patrzył na Uchihę już nawet nie kryjąc swojego rozbawienia.

               -         Dobrze. Mamy dziewięć klientek i, o ile zdążyłem naliczyć, szesnaście drinków. Coś ci się nie pomyliło w drodze?
               -         Nie, jest tu kilka dla tancerza – zamilkł na moment. – I dla mnie – dorzucił z rezygnacją.
               -         Kilka na raz? – Upewnił się wyraźnie zaskoczony Skorpion, a kiedy kruczowłosy potwierdził skinieniem, dodał – dobra, Uchiha, ogarnij się. Mów od razu, które są dla kogo. Nie mogę wam wlać alkoholu, to raz. A dwa, Hyūga byłby naprawdę wkurwiony gdybyś pomieszał coś, co przekłada się na jego prowizje. Jeszcze raz, powoli i po kolei.
               -         Dla klientek – czarnooki wziął solidny uspokajający wdech. – Trzy Twarde Strzały Amora, dwa Na Ostrzu Parysa, dwie Długości Marsowego Miecza, jeden Taniec z Pochodnią Erosa i jedno Na Skrzydłach Pegaza. – Odczekał chwilę, aż Akasuna, wbiwszy to wszystko do systemu, skinął głową i kończył – dwa Dym[a]jące Hadesy i Wibrujące Tyrsy Dionizosa - po jednym dla  mnie i dla Nejiego a dla niego ponad to, Pod Trójzębem Posejdona i Taniec z Pochodnią Erosa.

Czekoladowooki przeliczył wszystko jeszcze raz.

               -         Zgadza się. – Uspokoił czarnookiego, który, choć starał się nic po sobie nie pokazać, czekał nieco podenerwowany. – A teraz, jak mi się wydaje, zła dla ciebie wiadomość – ściągnął na siebie jego niepewne spojrzenie. – Skoro postawiły ci drinki, musisz do nich wrócić – uśmiechnął się z rozbrajającą ironią, ale nie był w tym złośliwy.
               -         Żartujesz sobie?! – Kruczowłosy nie dowierzał w to, co usłyszał; był w takim szoku, że, ignorując wszystkich wokół, oparł łokieć na barze i podparł na nim zwieszoną głowę.
               -         Nie. – Odpowiedź Skorpiona była nader dobitna w swej prostocie.
               -         Kurwa. – Szepnął Uchiha brutalnie pozbawiony złudzeń.
              -         Nie łam się, Madaro – barman poklepał go przyjacielsko po ramieniu. – Dasz sobie radę – uśmiechnął się pocieszająco, przymykając przy tym oczy. A kiedy czarnooki zwlekał, dodał – idź już. Przyniosę wam to wszystko za chwilę. – Dokończył posyłając szybkie spojrzenie Haku, który w milczeniu krzątał się realizując kilka zamówień.

Uchiha skinął w podziękowaniu głową i wziąwszy wdech odwagi, dzielnie ruszył z powrotem do stolika, gotów, jak mu się wydawało, zmierzyć się z rzeczywistością.
Rzeczywistość jednak jak zwykle potrafiła zaskoczyć. To co zastał, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Na każdym z ud Nejiego siedziała już ostro napalona panienka, a jedna z dwóch innych, klejących się do jego boków, wsuwała jego dłoń pod swoją sukienkę. Zniesmaczony tym widokiem Madara przeniósł wzrok na pozostałe klientki. Zbiły się ciasno w pobliżu tej części stolika, gdzie siedział Hyūga, i trajkotały jak nakręcone, byle tylko przyciągnąć choć jedno spojrzenie perłowych oczu. Jednak kiedy się okazało, że w pobliżu znalazł się drugi obiekt do potencjalnego zmacania, żwawo rzuciły się na niego i pochwyciwszy kruczowłosego za ręce tudzież pasek od spodni siłą usadziły go na kanapie, i obsiadły zewsząd. O ja pierdolę! Hinata mnie zabije… Tylko tyle zdążył pomyśleć w natłoku zapewnień o tym, jak bardzo się cieszą, że do nich wrócił i miliarda pytań, którymi go zarzuciły. Starał się mówić powoli, obojętnie licząc na to, że opanowanym, wręcz chłodnym tonem ostudzi ich zapał. Okazało się jednak, że dziewczyny jego planowaną neutralność odebrały zupełnie inaczej niż było w zamierzeniu i wyszło na to, że zgrywa niedostępnego, co w rezultacie jeszcze bardziej je nakręciło. Klientki poczynały sobie z nim coraz śmielej i, kiedy w krótkim czasie zdążyły przejść od prawienia mu komplementów i próby flirtowania do niby przypadkowego dotykania i ocierania się o niego, zaczął wzrokiem szukać pomocy u Nejiego, który jednak bawił się w najlepsze, nie zamierzając odezwać się nawet słowem. Z opresji w jakich się znalazł, gdy jedna z kobiet przystąpiła do rozpinania mu paska, wyratował go szczęśliwie Sasori, który zjawił się z tacą pełną drinków. Idealne wyczucie czasu! Madara, gdy tylko czerwonowłosy zaczął rozstawiać napoje po stoliku, błyskawicznie wyswobodził się ze wszystkich ramion. Rozproszony tym nagłym wtargnięciem barmana Neji, w końcu, po dłuższej chwili przypatrywania się, niezbyt dobrze ukrywającemu swoje poirytowanie, Uchisze, którego twarz wyrażała bezradne zakłopotanie, postanowił się na coś przydać i poprosił go na słówko. Czarnookiemu znacząco ulżyło, kiedy znalazł się poza zasięgiem rąk napastujących go kobiet, a informację, że może już sobie pójść, przyjął z niekrytą radością. Rzuciwszy kilka zwięzłych słów pożegnania w stronę wszystkich obecnych i ignorując zawodzące jęki rozczarowanych jego nagłym wycofaniem się klientek, dziarsko ruszył w stronę wyjścia z sali.
Już zbliżał się do bordowych stor oddzielających go od korytarza, gdy ktoś niespodziewanie go zatrzymał, kładąc mu rękę na ramieniu. Przystanął i bardzo powoli się obrócił, nie wiedząc, co może ujrzeć. Przed nim stał Skorpion, co w pewnym stopniu go uspokoiło, jednak mina czekoladowookiego nie była wesoła.

               -         Zabieraj to! – Powiedział surowym tonem Akasuna, wkładając mu w ręce dwa zamówione dla niego drinki. – Nie po to je dla Ciebie szykowałem, żebyś zmarnotrawił, Uchiha.
               -         Oo… – wykrztusił. – Przepraszam.  – Gdy tylko wziął szklanki z napojami, czerwonowłosy bez słowa odwrócił się i ruszył w stronę baru.

Popatrzył jeszcze chwilę za znikającym w tłumie kobiet Sasorim i przekroczył kurtyny oddzielające go od przyciemnionego hallu. Nie wyglądał na złego, pobiegł jeszcze na chwilę myślami w stronę barmana. Mam nadzieję, że się nie obraził. Nie byłoby wesoło, jakby jeszcze on przestał być miły. Przeproszę go najwyżej jeszcze raz i powinno być dobrze. Tak rozważając, przekroczył próg selekcji, gdzie od razu spoczęło na nim uważne spojrzenie Senju. Widać było, że bije się ze sobą, bo chce go zapytać o wrażenia, a z drugiej strony duma nie pozwala mu tego zrobić, po tym, jak go potraktował. Madara usiadł po przeciwnej stronie stolika co szatyn i, nie dając nic po sobie poznać, dyskretnie przyglądał się temu mimicznemu widowisku jednego aktora, z wewnętrznym rozbawieniem. Intrygowało go również pytanie, kiedy Hashirama nie wytrzyma i w końcu się do niego odezwie, co, jak mu się wydawało, było kwestią czasu. I rzeczywiście trafnie ocenił brązowookiego, bo niecałe dziesięć minut później, został zaatakowany jego interpelacją.

               -         Jak było? – Wyrzucił z siebie gwałtownie i niemal natychmiast odwrócił głowę, udając, niezbyt umiejętnie, całkowitą obojętność.

Kruczowłosy, zaśmiał się w duchu i, choć początkowo planował nie dawać mu żadnych odpowiedzi, ostatecznie postanowił udzielić kilku słów komentarza, dla świętego spokoju; co jak co, ale nie miał ochoty spędzić resztę nocy w jeszcze gorszej atmosferze niż ta, która panowała między nimi przed jego pójściem na salę.

               -         Nic mi się mów. – Burknął zdawkowo czarnooki, nie chcąc sobie nawet tego wszystkiego przypominać; a w szczególności lepkiego wzroku jednej z kobiet, który na sam koniec, gdy już odchodził od stolika, przykleił się do jego dupy. – Masz – postawił przed ochroniarzem jeden z otrzymanych drinków, na co ten w podziękowaniu skinął głową. – Pozwolę sobie uczcić ten epizod minutą ciszy. – Dokończył.

Dźwięczny śmiech Hashiramy odbijał się chwilę echem od ścian i znacząco rozluźnił ich obu, poprawiając tym samym ogólnie panujący nastrój. Senju postanowił, najwidoczniej usatysfakcjonowany powodzeniem swojej zemsty, sam zajmować się wprowadzaniem reszty klienteli, co czarnookiemu było na rękę. Szatyn za każdym razem wracał ze środka coraz bardziej rozbawiony, a że najwyraźniej nie należał do ludzi, którzy zbyt długo chowają urazę, toteż atmosfera między nimi dość szybko przerodziła się w niemal wesołą i utrzymała się w tym stanie do momentu, w którym zjawił się Pain oznajmiając kruczowłosemu, że może udać się na przerwę.
Madara wszedł powoli na salę, choć miał co do tego niemałe i w pełni uzasadnione obawy. W końcu za każdym razem, kiedy tylko przekraczał jej próg, ściągał na siebie kłopoty.
Tym razem jednakże to nie on był atrakcją wieczoru. Spojrzał w prawo, na tłum wariujących przy scenie kobiet i skrzywił usta w wyrazie pogardy. Niektóre z klientek szalały jakby nieświadome, że istnieją jakiekolwiek granice i prezentowały haniebne postępowanie, godne wyłącznie pożałowania; nawet mężczyźni nie zachowują  się tak odważnie. I pomyśleć, że to facetów nazywają napalonymi psami, zakpił.
Nagle usłyszał tuż za swoim ramieniem, rzucone nieco spiesznie, lekko poirytowane: przepraszam. Odsunął się nieznacznie, a obok niego przepchnął się, kierujący się w stronę baru, Kakuzu, próbujący uciec przed jedną z klientek. Jego pościg okazał się jednak nader wytrwały, bo chwilę później coś wpadło Uchisze na plecy z takim impetem, że z trudem utrzymał się w pionie, przy okazji łapiąc delikwentkę i ratując ją tym samym przed upadkiem. Średniego wzrostu blondynka po trzydziestce, nawet na sekundę się nie zatrzymała, by sprawdzić stan staranowanego przez siebie obiektu, tylko z miejsca wyrwała się z rąk czarnookiego i pobiegła dalej, jedynie cudem się przy tym, po raz kolejny, nie wywracając. Choć szatyn dzielnie przedzierał się między pozostałymi klientkami w stronę baru, bursztynowooka dopadła go po chwili, z biegu się na niego rzucając. Kakuzu zachwiał się, ale ustał na nogach, jednocześnie trzymając kobietę, która ignorując fakt, że mogła skończyć na posadzce, zaczęła się na niego z miejsca wdrapywać. Nie bacząc ni na niechęć zielonobordowookiego do takich zabaw, ni na stan swojej, już dość mocno wymiętej, zielonkawej sukienki, objęła mężczyznę w udami w pasie i przyssała się do jego szyi z wyraźnym zamiarem pozostawienia na niej krwistych śladów, nie tylko po szmince. Madara nawet nie zorientował się, kiedy znalazł się w środku pokaźnego wianuszka podexcytowanych, popiskujących co jakiś czas, kobiet, który zgromadził się wokół parki. Tymczasem ochroniarz, próbując ostudzić zapał wiszącej na nim dziewczyny, zwrócił się do niej:

               -         Chyba za dużo dzisiaj wypiłaś co, Tsunade?  - I w miarę humanitarny sposób usiłował ją z siebie zdjąć.

Kobieta spróbowała zatkać mu usta pocałunkiem, ale, by do tego nie dopuścić, odwrócił od niej głowę. Na ułamek sekundy wykrzywiła w niezadowoleniu usta, po czym  odchyliła się do tyłu i krzyknęła, tak głośno, że jej napalony jęk słychać było chyba w każdym zakątku klubu:

               -         Weź mnie! – A kiedy stanowczo próbował ją od siebie odsunąć, wrzasnęła  – teraz, natychmiast! No bierz! – Szarpnęła za przód jego koszuli, która wystrzeliwszy na wszystkie strony guzikami, odsłoniła jego dobrze wyrzeźbiony tors.

Na ten widok otaczające ich kobiety zaczęły piszczeć i chaotycznie podskakiwać we wszystkie strony, niczym wściekłe koty ścigające we mgle czerwone światełka laserów.
Ochroniarz, mając już szczerze dość, chciał się jak najszybciej pozbyć napalonej dziewczyny. Zrzucenie jej z siebie nie byłoby dla niego żadnym problemem, jednak nie mógł użyć wobec klientki zbyt dużo siły, ponieważ mogłaby upaść na posadzkę, co w jej stanie było wielce prawdopodobne. Poza tym Kakuzu był w pełni świadomy, że o ile drapieżnie niegrzeczne zachowania są przez Katsumę Victorię akceptowane, o tyle użycie prawdziwej siły i publiczne skompromitowanie gościa lokalu wiązało by się z konsekwencjami. Wytycznych szefowej, co do sposobu postępowania w takich sytuacjach, nie można było ignorować, tym bardziej, że przedstawiały się nader klarownie. Szatyn, coraz bardziej rozdrażniony swoimi nieudanymi próbami pozbycia natrętki, rozejrzał się szybko wokół.

               -         Uchiha! Nie stój tak. – Zawołał wypatrzywszy czarnookiego w pobliżu.
               -         Ja…?!... – Wydukał zszokowany.

Kruczowłosy stał jak skamieniały, nie bardzo wiedząc, co miałby w tej sytuacji zrobić. Tsunade, nie chcąc wypuścić ofiary ze swoich szponów czy raczej tipsów, błyskawicznie przylgnęła do Kakuzu całą powierzchnią ciała, oplatając go ramionami niczym lianami i próbując przy okazji zadusić swoim pokaźnych rozmiarów biustem.

               -         No rusz się! – Krzyknął w końcu całkowicie wyprowadzony z równowagi zielonobordowooki, odpierając jednocześnie ten zmasowany atak na swoją osobę.

Madara, czujący silne zażenowanie na widok takiego zachowania, choć planował nie wplątywać się w żadne chore akcje, ponaglony stanowczym tonem rozwścieczonego szatyna, ruszył w jego stronę. Gdy przedzierał się między niemal sikającymi po nogach z excytacji dziewczynami, usłyszał w słuchawce głos Raigi, usilnie starającego się ukryć rozbawienie, przebijające spod tonu pełnego politowania.

               -         Wyprowadźcie ją! – Zakomenderował na tyle poważnie, na ile w tej sytuacji mógł.

Uchiha dobrnął w końcu do parki i chciał przemówić dziewczynie do rozsądku, ale natychmiast zdał sobie sprawę, że słowa raczej na nic się nie zdadzą. Złapał więc blondynkę za ramiona i próbował ją zdjąć z Kakuzu, kiedy zaczęła się szarpać, nie chcąc dopuścić do oddzielenia jej od szatyna. Ostatecznie dobił do nich Hanzō i wspólnie, najpierw oberwali kilka razy od Tsunade łokciami i, co gorsza, szpilkami, a później obezwładniając jej kolejno ręce, a następnie nogi, którymi swoją drogą wymachiwała na wszystkie strony, odkleili ją od zielonobordowookiego. Pomijając liczne inwektywy bursztynowookiej, wynieśli ją z sali już bez większych excesów. Kruczowłosy totalnie nie wiedział co robić, po prostu jedną ręką trzymał ją za ramiona, żeby nie drapała, drugą natomiast oplótł ją w talii, żeby móc ją nieść i szedł za dźwigającym jej nogi Salamandrą. Zatrzymali się na moment przy stanowisku Raigi, który poinformował ich, że za chwilę będzie taksówka, a następnie usadzili kobietę na selekcji, gdzie Hashirama czekał już na nich ze specjalnymi kajdankami, z których jedne natychmiast znalazły się na jej kostkach a drugie na nadgarstkach. Tak unieruchomiona siedziała oczekując w ich asyście na przyjazd taryfy.
W końcu samochód zatrzymał się przed wejściem, a Hanzō zdjął krępujące ją bransoletki i zapytał:

               -         Pamiętasz gdzie mieszkasz?
               -         Tak – odburknęła po dłuższej chwili, pokazując jak wielce jest obrażona.
               -         Dojdziesz sama do taksówki czy cię zaprowadzić? – Blondyn zadał kolejne pytanie.
               -         Dam sobie radę! – Fuknęła.

Senju otworzył jej szeroko drzwi, patrząc jak chwiejnie stoi na swoich szpilkach.

               -         Może jednak? – Szatym chciał przytrzymać ją za rękę, ale wyrwała się natychmiast, niemal upadając przy tym na futrynę.

Wreszcie, zakląwszy siarczyście, opuściła klub i skierowała się do zaparkowanego auta. Mężczyźni patrzyli za nią jak powoli stawia kolejne chwiejne kroki. Chodnik okazał się jednak dla pijanej blondynki zbyt dużą przeszkodą co spowodowało, że raptownie, jakieś półtora metra za drzwiami lokalu, runęła twarzą na bruk. Pewnie huknęło dość głośno, ale nagły wybuch śmiechu Raigi w ich słuchawkach, skutecznie stłumił inne dźwięki. Madara z Hashiramą, tłumiąc chichot, podbiegli do niej i podnieśli kobietę z chodnika, a upewniając się, że nic poważnego jej się nie stało, choć wyglądała na sponiewieraną bardziej niż jej własna, miejscami poszarpana i mocno po tej nocy zużyta sukienka, wsadzili ją do taksówki.






~  *  ~  *  ~  *  ~
* Tsuna –z jap. „tuńczyk”; zwrot, którym Hashirama, załamany wieścią o tożsamości godaime hokage, żartobliwie określił swoją wnuczkę Tsunade.




P.S.  Terminowe pojawienie się rozdziału zawdzięczamy Midori Kawanawie, której serdecznie dziękuję i cieplutko pozdrawiam! ^^

                                                                                           Blady Księżyc




2 komentarze:

  1. O matko!!! Pozwolę sobie zacytować słowa mojego mężczyzny, który, gdyby przeczytał ten rozdział, to na pewno powiedziałby tak: "ale pocisnęłaś Tsunade". Jej zachowane wydało mi się pokazane aż przesadnie. Tylko nie waż się zmieniać swojego stylu pisania! Piętnaście lat temu miałam mega zajawkę na Kinga. Kochałam go za to, jak otwarcie pisał o wszystkim. Koleś nie szczypał się z niczym i choć czasem aż za bardzo widziało się w wyobraźni obrazy, które niekoniecznie się chciało widzieć, to ciągle łaknęłam więcej. Teraz preferuję inne książki, ale dalej lubię otwartość
    Wracając do opowiadania. To jakoś dużo się chyba nie wydarzyło. Madara wdraża się w temat. Zastanawiam się kiedy rzucisz go na rurę, aby też pokręcił tyłkiem :))
    Coś mi się też wydaje, że chcesz wykreować przyjaźń pomiędzy Uchihą i Senju. Na razie opacznie to wygląda, ale może krzywo oko mi spojrzało i źle dostrzegło.
    Weny i zapału do pisania postów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że zaskoczyłaś mnie z tym "stylem pisania", bo jakoś nigdy szczególnie się nad nim nie trudziłam i w większości piszę tak, jak zwykłam się na co dzień wyrażać.
      Fakt, ten rozdział nie należy do szczególnie udanych, ale mam nadzieję, że dalsze będą już lepsze i będzie się je przyjemniej czytało.
      Dziękuję za opinię i pozdrawiam cieplutko! ^^

      Usuń

Jesteś?
Czytasz?
Zostaw komentarz.
Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie będzie milej! ^^