[szablon tymczasowy]

poniedziałek, 19 marca 2018



Witam po bardzo długiej przerwie! 
[Wulgaryzmy oczywiście obecne.]



            Koperta



               -         Bez komentarza – rzekł Uchiha odwracając głowę i usiadł na swoje zwyczajowe miejsce.
Pozostali mężczyźni jeszcze przez chwilę chichrali się w głos. I trzeba przyznać, że mieli z czego, szczególnie Hanzō, który widział również całe zajście z Kakuzu.
               -         Nie wracasz na przerwę? – Zapytał Hashirama, względnie się uspokoiwszy i także usiał, po drugiej stronie szklanego stolika.
               -         Chyba już zdążyła się skończyć.
               -         Fakt, ale idź, weź sobie z baru co chcesz, z tym, że będziesz musiał zjeść na selekcji – rozbrzmiał w ich słuchawkach głos Raigi.
               -         Spokojnie, nie trzeba – powiedział spiesznie kruczowłosy, nie chcąc znów wracać na salę.
               -         Nie gadaj, tylko idź; należy ci się – oznajmił. – W ogóle, wybaczcie chłopaki, że was przez chwilę podsłuchiwałem, ale nie chciałem przegapić, gdyby coś mówiła.
               -         Nie dziwi mnie to? – Zaśmiał się blondyn, po czym zwrócił się do czarnookiego – chodź Nowy, idziemy.
Uchiha podniósł się niechętnie, ale nie zdążył uczynić nawet kroku, gdy zamigało czerwone światełko, a sekundę później drzwi niespodziewanie się otworzyły i stanęła w nich właścicielka klubu.
               -         Siems! – Rzuciła krótko do obecnych. – Co to za zebranie? – Zapytała z miejsca.
               -         Pomagaliśmy jednej z pań wrócić do domu – eufemistycznie opisał Salamandra, nie próbując nawet ukryć rozbawienia.
               -         Aa… Mówicie o tej laleczce, która chwilę temu tuż przed drzwiami finezyjnie wypierdoliła się mordą na bruk? Widziałam. – Zaśmiała się niemal gardłowo, odrzuciwszy głowę do tyłu.  – Beka życia. – Skomentowała już normalnym, a wręcz poważnym, tonem.
Niespodziewanie rozchyliły się kotary i w przejściu między selekcją a hallem stanął Kakuzu.
               -         Konbanwa – jego wzrok z miejsca padł na jasnowłosą, z którą się przywitał.
               -         Yo! – Rzuciła Katsuma unosząc rękę, jak zwykle nie pofatygowawszy się na żadne, bardziej formalne  powitanie.
               -         Hanzō, Zetsu woła cię do gabinetu. – Poinformował rzeczowo przybyły.
               -         To ja się już zbieram. Chodź Madara, weźmiesz sobie  jedzenie. – Powiedział blondyn.
Czarnooki nie zdążył zapanować nad wyrazem swojej twarzy i skrzywił się nieznacznie na samą myśl o powrocie na salę. Aktualnie miał już dość wrażeń; poza tym, nie zdążył nawet ochłonąć po tych, które dzisiejszego dnia przeżył.
               -         Co to za mina? – Zapytała Victoria marszcząc brwi i zakładając przy tym ręce na piersi.
               -         Jeszcze jest w szoku – usprawiedliwił go natychmiast Hashirama.
               -         Chłopak właśnie przetrwał  Tsunade – wtrącił Kakuzu swoim głębokim głosem. – Chyba potrzebuje chwili, żeby się otrząsnąć.
               -         Czyżby zmieniła ulubieńca? – Zakpiła posyłając Uchisze zadziory uśmiech.
               -         Gdzieżby – sprostował z westchnieniem rezygnacji Kakuzu. – Trzeba ją po prostu było wyprowadzać w eskorcie z placu boju.
               -         Tsuna - ka?! – Katsuma wytrzeszczyła oczy. – Masaka. Nie mówicie mi, że to była ona? – Wskazała kciukiem na znajdujące się za nią drzwi.
               -         Owszem.– Zielonobordowooki skinął głową w potwierdzeniu i dopytał – nie dało się jej rozpoznać?
               -         Niby jak?! Jest półmrok i leżała twarzą do chodnika. Po czym ją miałam rozpoznać? Po rysach dupy?
               -         Twarzą do chodnika? – Zdziwił się.
               -         Nie dała rady dojść do taksówki – wytłumaczył Hashirama, na co szatyn zaśmiał się krótko, lecz głośno.
               -          Tak wcześnie odpadła? – Niedowierzała granatowooka, zerknąwszy uprzednio na wyświetlacz smartphona. – Jest ledwo po pierwszej. Oj, starzejesz się… Już nie te lata Tsunade, nie te. – Zachichotała.
Nagle, z rozpędu do pomieszczenia wbiegł krzyczący Pain:
               -         Co wy wszyscy tu, do chuja, robicie!  Chyba powinno was tu być o połowę mniej! Co tu się wyprawia? Do roboty, kurwa! – A dostrzegłszy Katumę, zreflektował się szybko. – Dobry wieczór. – Ukłonił się grzecznie, po czym przeniósłszy pytający wzrok na pozostałych, po momencie zastanowienia, skwitował – aha, zbiorowe donoszenie.
               -         A mają do takowego powód? – Zapytała go podejrzliwe granatowooka unosząc brwi. – Co się stało? – Zwróciła się po chwili do pozostałych.
Odpowiedziało jej grobowe milczenie. Jasnowłosa rozejrzała się po twarzach wszystkich ochroniarzy, ale każdy z nich, jak na złość, patrzył albo na własne buty, albo w bliżej nieokreśloną przestrzeń, udając wielce przez tę czynność pochłoniętego.
               -         Nic takiego. Zwykłe nieporozumienie – odezwał się spokojnie Kakuzu.
               -         Zdaje się, że coś mnie ominęło. – Powiedziała, dając jasno do zrozumienia, że nie wierzy w jego słowa, ale nie drążyła tematu.
I tak się wszystkiego dowiem, wystarczy, że dorwę Orochimaru, pomyślała. Ruszyła do przyciemnionego korytarza, a Pain natychmiast rzucił się, aby jej asystować.
               -         Za czternaście minut będziesz miał przerwę Uchiha. Killer Be przyjdzie cię zmienić – powiedział w stronę Madary, jednocześnie chwytając za kotarę, by zrobić szefowej przejście.
Kruczowłosy nie bardzo wiedział o co chodzi – w końcu jego przerwa minęła, ale postanowił nie zadawać Tendō żadnych pytań. Facet ewidentnie czekał tylko na to, żeby razem z Katsumą opuścić pomieszczenie, więc było jasne, że próba zatrzymania go w jakikolwiek sposób będzie bardzo niemile odebrana, a tego czarnooki wolał uniknąć. Skinął, więc jedynie głową, oznajmiając tym samym, że rozumie i akceptuje przekaz.
Gdy tylko Victoria znalazła się w  przyciemnionym korytarzu, rudzielec śpiesznie udał się w jej ślady i błyskawicznie zrównał z nią krok.
               -         Widzę, że mieliście tu moc atrakcji – rzuciła niby luźno w stronę szefa ochrony.
               -         Och, nic wielkiego. Proszę się nie martwić. Panuję nad sytuacją.
               -         Cieszy mnie to. – Skwitowała uśmiechając się pod nosem, na dumny ton rudzielca.
               -         Ja też się cieszę, że nas pani zaszczyciła swoją obecnością.
               -         Naprawdę? Powiadają, że jak kota nie ma, to myszy harcują. Myślałam, że lubicie tu harcować, chłopcy.
Zaśmiali się oboje, a Tendō odsłonił kotary oddzielające ich od głównej sali. Katsuma przeszła pierwsza i z miejsca stanęła jak wryta, tak, że rudowłosy tylko dzięki swojemu szybkiemu refleksowi nie wpadł na jej plecy. Nie wiedząc, co się dzieje, spojrzał tam, gdzie ona i rzucił tylko:
               -         Proszę wybaczyć. Muszę interweniować. – Z miejsca ruszył w stronę Ksiame i Killera Bee próbujących zdjąć z Amaru, cztery, usiłujące go rozebrać klientki.
               -         Biedaczek – Victoria zaśmiała się pod nosem na widok niemal przerażonej miny rudobrązowowłosego, który przyjmował pomoc ochroniarzy, niczym dziewica czekająca wybawienia z opresji.
Nie obserwowała zbyt długo szarpiących się kobiet, będąc pewną, że członkowie jej służb porządkowych mają już należytą wprawę w rozwiazywaniu tego typu sytuacji konfliktowych. Skierowała swoje kroki do baru, po drodze przyjmując na siebie kilka ciekawskich spojrzeń od stałych klientek, które następnie zaczęły szybko wymieniać się jakimiś cichymi uwagami na jej temat. Po uprzednim przepchnięciu się między na wpół już tylko trzeźwą klientelą, granatowooka w końcu dobiła do lady.
               -         Dobry… Dzień. – Pierwszy odezwał się Sasori, zerkając wcześniej na godzinę, która stanowczo wykluczyła możliwość wieczoru, którą przez krótką chwilę rozważał.
-         Witaj Skorpionie! – Pozdrowiła go wesoło. – Czy znajdę tu jakieś wysokoprocentowe trunki zdolne ukoić moją duszę i podniebienie?
               -         Lepiej nie można było trafić. Sądzę, że mam coś odpowiedniego – uśmiechnął się nikle i odwróciwszy, sięgnął po wysoką szklankę na niewielkiej nóżce.
               -         Dobry wieczór. Czegoś pani sobie życzy? – Przywitał się Haku, który nagle zjawił się za barem niosąc dwie tace wypełnione dopiero co wypolerowanym szkłem.
               -         Siems. – Pomachała do bruneta jakby zupełnie na niego nie zważała, jednak nie zignorowała jego osoby ani słów. – Przystałam na tę propozycję zanim jeszcze padła. – Wskazała głową na czerwonowłosego.
               -         Widzę, że Skorpion już przygotowuje coś specjalnego – uśmiechnął się do niej jakby z pewną dozą nieśmiałości, co miał w zwyczaju i było jego raczej standardowym grymasem.
               -         Specjalnego, powiadasz… – Przypatrzyła się barmanowi, który postawił przed nią właśnie szklankę, puszczając jej przy tym oczko.
Przez chwilę patrzyła na zielonkawo-różowawy płyn rozmieszany w kieliszku, przystrojonym wiśnią. Dwie znajdujące się w szkle ciecze nie połączyły się całkowicie, tworząc dość fantazyjne, rozstrzępione wzory. Powoli podniosła drink do ust, najpierw wdychając słodkawy zapach, a później przechyliła ostrożnie naczynie, degustując małym łykiem smak.
               -         Ii…? – Zapytał ciekawy twórca, gdy nie uzyskał żadnej opinii.
Jasnowłosa uśmiechnęła się w odpowiedzi, na co Akasuna podciągnął nieznacznie kąciki ust w wyrazie jawnej satysfakcji.
               -         Jak to się nazywa? – Zapytała.
               -         Specjalność barmana - Psychodeliczny Orgazm - tylko dla wybranych – puścił jej konspiracyjnie oczko.
               -         Mamy coś takiego w menu?
               -         Bynajmniej.
               -         Hmm… Może warto by dodać… – Zastanowiła się na głos. – Chociaż… Może i lepiej, że nie ma – zaśmiała się przygryzając język w zabawnym geście potwierdzenia swoich wniosków. – W każdym razie, dziękuję – uniosła szkło nieznacznie w stronę Akasuny.
Zgramoliła się lekko z wysokiego barowego krzesła i wziąwszy kieliszek, ruszyła w stronę swojego biura.  
Killer Bee, po uprzednim wyproszeniu, wraz z Kisame a pod czujnym okiem szefa ochrony, z klubu grupki kobiet napastujących wcześniej Amaru, zastąpił Uchihę na jego stanowisku, aby mógł dokończyć swoją przerwę.
Madara, choć nie bez ociągania, wszedł powoli do głównej sali, kierując się od razu do baru. Ignoruj, ignoruj wszystko, może cię nie zauważą. Ignoruj, powtarzał w myślach. Tym razem udało mu się dostać do celu bez przeszkód, bo przepychanie się między na wpół pijanymi kobietami nie było dla niego specjalnym utrudnieniem, a już na pewno nie po tym, czego tu wcześniej doświadczył. Sasori zrealizował jego zamówienie dość błyskawicznie, jak na taki natłok pracy, jaki standardowo mieli i nawet zamienił z nim kilka miłych zdań. Uchiha już się w duchu cieszył, iż żadna przygoda mu się nie przytrafiła. Dojadał właśnie drugiego tosta, kiedy Orochimaru, skończywszy swoje show, zszedł ze sceny. Madara, pierwszy raz widząc, aby po zakończonym pokazie tancerz nie skierował się za scenę, przyglądał mu się z nieukrywaną ciekawością, kiedy ich spojrzenia niespodziewanie się spotkały. Kruczowłosy odwrócił natychmiast wzrok, gdy tylko dostrzegł jak złote oczy dancera lekko się mrużą a na jego twarzy rozkwita delikatny, a przy tym zadziorny uśmiech, kryjący w sobie coś trudnego do zdefiniowania, a jednocześnie perwersyjnego. Brunet, jakby zwabiony nagłą, nieprzewidzianą zapowiedzią dobrej zabawy, ruszył niespiesznie w stronę czarnookiego, nie odrywając od niego wzroku. Madara, przypomniawszy sobie co mówił mu o sławetnej „Księżniczce”  Sasori, udając, że wcale nie patrzy nawet w tamtym kierunku, próbował opanować niemo narastającą panikę, zwiększającą się wprost proporcjonalnie odwrotnie do dzielącej go od dancera odległości.. Gdy intensywnie myślał, co się jeszcze może wydarzyć i co powinien zrobić, aby się wywinąć, w sukurs przyszła mu nieoczekiwanie Victoria, która, jak zwykle znikąd, zjawiła się obok niego i mijając go bez słowa szła w kierunku tancerza.
               -         Orochimaru, s’il vous plaît – kiedy tylko nawiązali kontakt wzrokowy, zwróciła się do niego z równie nieukrywanym, co niepotrzebnym patosem i wskazała dłonią w stronę drzwi ulokowanych między barem a sceną.
Brunet skinął, lecz przeniósł spojrzenie na powrót na Madarę i lustrował go przez chwilę, po czym, uzyskawszy pewność, że ochroniarz również, choć dyskretniej, go obserwuje, uśmiechnął się tajemniczo. Niepewność, którą dostrzegł w jego oczach sprawiła, że odrzucił do tyłu głowę i zaśmiał się krótko, jednak natychmiast spoważniał i posyłając Uchisze ostatnie przeciągłe spojrzenie, ruszył za Katsumą, zwyczajowo odrzucając włosy na prawo.
W milczeniu przeszli korytarzami, aż w końcu Victoria, mocno pchnąwszy drzwi, bezpardonowo wkroczyła do pokoju swojego przyjaciela.
               -         Co chciałeś zrobić? – Granatowe tęczówki wbiły się w złotookiego niemal oskarżycielsko, nim zdążył przekroczyć próg.
Brunet przemilczał jej pytanie, wpierw zamykając drzwi i usadzając się na niewielkiej czarnej kanapie, która stanowiła świetny kontrast dla jego białawej karnacji, a jednocześnie pieściła skórę ciepłem miłego w dotyku aksamitu.
               -         Nie masz powodu do niepokoju – zaczął posyłając jej lekko ironiczny uśmiech.
               -         Ach… Tak? A mnie, wydaje się, że wręcz przeciwnie, mam. I to wprost proporcjonalnie odwrotny do twoich zapewnień. – Przez moment stała nad nim niczym kat, rzucając na jego postać swój złowieszczy cień, pod naporem którego każdy inny pracownik klubu pewnie by zadrżał, a chwilę później usiadła obok niego, zmuszając go do przesunięcia swojego szacownego tyłka, odzianego nadal tylko w czarne skórzane stringi z paskiem nabijanym ćwiekami. – Spłoszysz go. – Dodała.
               -         Histeryzujesz – zlekceważył powagę jej tonu i objął ją ramieniem.
               -         Nie ma jeszcze podpisanej umowy – zauważyła wykrzywiając w nieukontentowaniu usta.
               -         Jeszcze? – Zadziwił się i zaczął ją głaskać po jasnych włosach. – Spokojnie, usidlisz go.
               -         Cholerne wyniki badań – zaklęła pod nosem, na co brunet zaśmiał się delikatnie. – Mogłam sama go na nie wysłać; byłyby niemal od ręki.
               -         Spokojnie. Za bardzo panikujesz. – Przytulił ją do siebie, nie przestając przeczesywać smukłymi palcami długich jasnych włosów. – Jeśli jeszcze nie zrezygnował, to dwa dni w tę czy w tamtę nie powinny zrobić różnicy. Mówiłaś, że mu zależało, więc nie powinien odpuścić zbyt łatwo. Tym bardziej, że dowiedział się już, że może zarobić dużo więcej niż to, co zaoferowałaś mu na start. – A kiedy spostrzegł jej pytający wzrok, wytłumaczył – Zetsu coś wspominał. W każdym razie – kontynuował – obiecuję go nie spłoszyć - jak to ujęłaś, dopóki nie przypieczętuje własną krwią twojego diabelskiego cyrografu – zaśmiał się, za co został pacnięty w czoło przez otwartą dłoń Victorii. – No już? Rozchmurzyłaś się? – Odsunął ją nieznacznie od siebie, by zajrzeć w granatowe oczy.
               -         Nie. Jeszcze nie. Przysięgam ci Orochiu, że jeśli położysz na nim swój palec…
               -         Bez obaw, będę grzeczny – przerwał jej ze śmiechem.
               -         Tym razem nie żartuję. – Zapewniła poważnie parząc wprost w jego złote tęczówki. – Jest mój. Zapamiętaj.
Katsuma wyplątała się z białawych ramion bruneta i skierowała do wyjścia. Jej dłoń już spoczęła na klamce, kiedy zatrzymał ją głos przyjaciela:
               -         Nie lubię, gdy ograniczasz mi zabawki.
Victoria stała przez chwilę niczym skamieniała, po czym powoli obróciła w jego stronę głowę, a jej długie jasne włosy zawtórowały jej ruchom.
               -         Lepiej dla ciebie, żebyś potrafił się obejść bez tej jednej. – Warknęła, po czym opuściła pokój, zamykając niemal bezgłośnie drzwi.
Stwierdzając, iż potrzebuje jeszcze minimum jednej specjalności barmana do ukojenie swojego nadszarpniętego przez przyjaciela opanowania, udała się prosto do baru.
Otrzymawszy, tym razem z rąk Haku, z którym Akasuna najwidoczniej musiał się podzielić swoją tajemną recepturą, trunek, skierowała wzrok na podwyższenie, gdzie swoje wdzięki prezentował aktualnie Dan. Wykrzywiła w dezaprobacie usta, umacniając się w przekonaniu, że idzie do zwolnienia, gdy tylko pojawi się jakiś lepszy kandydat. Niestety, w jej przekonaniu, ludzie byli zbyt uprzedzeni do tej profesji, w związku z czym chętnych nie było aż tak wielu, jak by sobie tego życzyła, a ci, którzy się zgłaszali nie wyglądali jak oczekiwała bądź nie prezentowali sobą wymaganego poziomu. Na półnagie tancerki to wszyscy z chęcią się gapią, ale gdy im się proponuje, żeby sami coś podobnego zaprezentowali, to się oburzają. Co za hipokryzja, drwiła w myślach. Na szczęście piosenka dobiegła końca i białowłosego zastąpił na scenie Itachi. Brunet, w opinii Victorii, prezentował poziom… Satysfakcjonujący. Poprawił niemal wszystkie niedociągnięcia, które wytknęła mu na comiesięcznym spotkaniu kontrolno - treningowym i po nie najlepszym pokazie poprzedniego dancera, stanowił miłą odmianę. Uchiha przedstawiał widowisko póz godnych samego Adonisa. Jego młode, szczupłe ciało, prężyło się gdy wyginał się w łuk obracając w powietrzu wokół rury. Kiedy schodził do parteru, blada skóra na napiętych mięśniach połyskiwała w świetle reflektorów srebrzystym blaskiem drobinek balsamu. Długie, czarne włosy wirowały wokół niego, przy zmianach pozycji opadając mu na plecy bądź ramiona, a co jakiś czas musiał odsuwać z twarzy zbłąkany kosmyk, czyniąc to bardzo zmysłowym gestem i rozchylając nieznacznie usta. W finałowej części pokazu odepchnął się ramionami od rury i ruszył w kierunku końca podium. Jedną rękę oparł na biodrze, a drugą sięgnął za plecy, skąd wyciągnął czarny pistolet. Zatrzymał się nieznacznie przed krawędzią podwyższenia, napiął wszystkie mięśnie i przyjął nienaganną pozycję do czynnego użycia broni. Brunet przez chwilę przesuwał wzrok po szalejących przy estradzie kobietach, którym zaglądał w oczy, po czym jeden ze swoich długich, smukłych palców przeniósł wolnym, wystudiowanym ruchem na spust. Wówczas zarówno muzyka, jak i wariujące klientki na chwilę milkły, po czym w dziwnie niepasującej do tego miejsca ciszy, rozlegał się jeden głuchy strzał, zasypujący publiczność konfetti. Podczas gdy kobiety szaleńczo piszcząc dziko podskakiwały we wszystkie strony, Itachi powoli klęknął, przybierając seksowną pozę obojętnego zimnego drania i obracając głowę w stronę lufy, lekko, jakby od niechcenia zdmuchnął wydobywającą się z niej smużkę dymu. To był ten moment, kiedy banknoty wylatywały z portfeli klientek szybciej niż kule z karabinu maszynowego. Każda z dziewczyn, w niemal chorej excytacji, próbowała wepchnąć różnych nominałów papierki, za bieliznę Uchihy, co było w dużej mierze wyłącznie pretekstem, do chociaż tak nieznacznego, obmacania go.
Jasnowłosa była zadowolona z umiejętności czarnookiego i jego chłodnego profesjonalizmu. Jak chce, to potrafi, uśmiechnęła się w duchu. Odebrała od Akasuny kolejnego drinka, bo poprzedniego zdążyła w międzyczasie wyzerować, co nigdy nie zajmowało jej zbyt długo i znów skierowała wzrok na estradę. Itachiego zdążył już zastąpić Hyūga. Co do Nejiego, to nie była nim zachwycona. Był zbyt wyuzdany, nawet jak na taki lokal, wszystko w nim mówiło: weź mnie – teraz! Natychmiast! Miał jednak najliczniejszą grupę fanek. A przede wszystkim był dochodowy, co jasnowłosej podobało się w nim najbardziej. Mógłby być mniej wulgarny… Pomyślała, lecz zaraz jej spojrzenie padło na szalejące przy podwyższeniu kobiety, które wręcz desperacko wyciągały w jego kierunku ręce, by tylko go obmacać, przy okazji wsuwając mu gotówkę pod nabijany ćwiekami pasek czarnych stringów. Zaraz albo dojdą, albo się posikają, oceniła krytycznym wzrokiem, po czym przeniosła go znów na długowłosego szatyna. Chyba nie ma co, aż tak narzekać - ostatecznie hajs się zgadza, uśmiechnęła się pod nosem na tę myśl. Z rozważań niespodziewanie wyrwała ją nagła wrzawa przy małych stolikach w tyle sali.
Dwie kobiety ewidentnie szykowały się do pojedynku, z minami tak zaciętymi, jakby miał być toczony na śmierć i życie. Obok nich stał Itachi, podejmując, z góry skazane na porażkę, próby uspokojenia obu. Victoria, nie spuszczając z nich oczu, przywołała do siebie gestem Suikizana.
               -         Co tam się wyczynia Fuguki? – Zapytała, gdy tylko mężczyzna znalazł się przy niej.
               -         Wykłócają się o to, która postawi mu teraz drinka.
               -         Po takim pokazie, jaki właśnie zaprezentował, wcale mnie to nie dziwi.
               -         Ponoć blondyna była pierwsza – brązowooki wskazał na szczupłą, młodą dziewczynę w obcisłym, fioletowym topie odsłaniającym brzuch. – Ale różowowłosa zaprzecza, bo on jest teraz jej – zrobił w powietrzu cudzysłowie, przytaczając słowa drugiej konkurentki. – Żadna nie ustąpi – orzekł, a na zdziwione zerknięcie, które posłała mu Katsuma, odparł – nie są tu pierwszy raz. W życiu prywatnym chyba też się nie znoszą, a tutaj żrą się za każdym razem, gdy na siebie wpadną. Głównie idzie im właśnie o Uchihę.
               -         Uu… Będzie bitchfight – zawyrokowała na te wyjaśnienia, sarkastycznie unosząc kąciki ust.
               -         Na to wychodzi – potwierdził – ale bez obaw. Są już w pogotowiu – wskazał na stojących w niedalekiej odległości od spierających się dziewczyn, Ibikiego i Zabuzę.
               -         Zawsze czujni.
               -         Za to nam płacą – zaśmiał się rudowłosy.
               -         Niemało.
               -         Należycie.
Granatowooka wróciła do widowiska jakie się przed nią rozgrywało.
               -         Jak śmiesz?! Itaś jest teraz mój, więc się od nas odpierdol Ino - świnio, dobrze ci radzę – warczała różowowłosa kobieta w ciasnej, wydekoltowanej, czerwonej sukience na cienkich ramiączkach.
               -         Chyba kpisz. Ja stawiam teraz Itasiowi drinka, a ty możesz co najwyżej ustawić się w kolejce plastikowa idiotko i cierpliwie czekać, bo szybko go nie puszczę. Przy okazji wykorzystaj ten czas i zaszpachluj sobie czymś mordę, to może wreszcie przestaniesz straszyć! – Odpyskowała niebieskooka w fioletowym, krótkim topie i tegoż koloru spódniczce ledwo zasłaniającej jej tyłek.
-         Ty suko!
Zielonooka rzuciła się na nią z tipsami, szarpiąc za przód bluzki, na co jej rywalka schwyciła ją za włosy, odgrażając, że powyrywa jej te „landrynowe kudły”.
Victoria zaczęła się nieznacznie trząść widząc taki spektakl.
               -         Coś się stało? – Zapytał niezwłocznie nieco zaniepokojony Fuguki.
Granatowooka przecząco pokręciła głową, po czym wyrzuciła na jednym tchu:
               -         Odeśmiewam sobie dupę.
Rudowłosy zaśmiał się do wtóru. Tymczasem rękoczyny pomiędzy kobietami zaczęły przybierać na sile i zasięgu, a wyzwiska stawały się coraz mniej znośne nawet dla doświadczonych uszu. Katsuma przez moment jeszcze obserwowała zaostrzającą się z minuty na minutę awanturę.
               -         Na co oni czekają?! – Zawołała w końcu, wskazując dłonią swoich dwóch umundurowanych pracowników. – Przecież im już ślina cieknie. Jak tak dalej pójdzie, to za chwilę się krew poleje.
               -         Wrodzona wrażliwość? – Zaśmiał się do szefowej brązowooki. – Ale mężczyźni są gruboskórni, jeszcze sobie pooglądają widowisko zanim je rozdzielą. Bez obaw. To nie pierwszy raz; wiedzą, co robią.
               -         Nie zaszkodziłoby żadnej z nich, gdyby sobie przereformowały ryje, ale nie chcę widzieć żadnej posoki na posadzce.
               -         Przekażę chłopakom – wychrypiał Suikizan, nie mogąc zapanować nad śmiechem po takim wyznaniu.
 Ochroniarz ruszył w kierunku kolegów po fachu, po czym krótko rozmówił się z Zabuzą. Mężczyźni natychmiast zainterweniowali.
               -         Cóż za troska – wyszeptał wprost do ucha Victorii Orochimaru, który zjawił się przy barze chwilę wcześniej, co dało mu okazję do podsłuchania uzasadnienia granatowookiej.
               -         Dla klientów wszystko – rzuciła z jawną drwiną. – Zresztą, tylko popatrz – wskazała mu na miejsce niedawnej sprzeczki.
               -         Nie śmiem wątpić – wyartykułował powoli, przenosząc spojrzenie za jej wzrokiem.
Dziewczyny wobec siebie wykazywały wręcz dziką agresję, ale przy ochroniarzach dziwnie, wręcz nienaturalnie potulniały. Choć dla Itachiego mogłyby się pewnie i pozabijać, a większej różnicy by mu to nie zrobiło, ostatecznie  wylądował przy małym, ustronnym stoliku z nimi obiema, wklejającymi się w jego boki, dzięki czemu obie mogły być pierwsze. Co prawda żadne z nich nie było zadowolone, a najbardziej brunet, który po kilku minutach, poza znoszeniem ich raczej męczącej obecności, musiał włożyć do ust dwie słomki i pić oba, całkowicie różne, drinki jednocześnie, ale przynajmniej afera ucichła. Pozostały do świtu czas przebiegł dość spokojnie i selekcjonerzy z rzadka tylko byli świadkami wyprowadzania jakiś bardziej roszczeniowo nastawionych klientek w stanie wyższego upojenia alkoholowego.
W końcu, po całej nocy Madara przebrał się najszybciej jak tylko mógł, tym bardziej, że spostrzegł, iż Hashirama znów chce zakłócać nie tylko jego spokój, ale pewnie i zabrać, z tego co zdążył już szatyna poznać, całkiem sporo, jego czasu. Rzuciwszy krótkie, zbiorcze pożegnanie w stronę współpracowników, wyszedł z pokoju ochrony, kierując się wprost do biura szefowej. Przy drzwiach zatrzymał się na moment, by wziąć głębszy wdech, bo spotkania z właścicielką skutecznie wprowadzały go w stan podenerwowania. W końcu, zebrawszy się na odwagę, zapukał a po usłyszeniu pozwolenia, wszedł do środka. Katsuma siedziała w bardzo nieoficjalnej pozie na swoim biurku, tuż obok rozłożonych papierów i popijała drinka.
               -         Madara! – Przywitała go wesoło. – Czekałam na ciebie.
Po jej lekko zadziornym uśmiechu, przez który przebijało coś, czego nie potrafił zbyt szybko sprecyzować oraz nonszalancji z jaką zasiadała na meblu, poznał, że jest już podpita.
               -         Jestem. – Odparł najbardziej opanowanym tonem, na jaki go było stać.
               -         Mam tu kopertę dla ciebie – zaśmiała się patrząc na niego intensywnie. W jego mniemaniu zbyt intensywnie. – Mniemam, iż chciałbyś ją otrzymać. A przynajmniej jej zawartość – znów się zaśmiała.
               -         Jeśli byłaby panna tak miła – starał się być uprzejmy i brzmieć niepretensjonalnie.
Jej wesoły śmiech pozwolił mu stwierdzić, że ma znacznie więcej promili, niż mu się początkowo wydawało.
               -         Więc podejdź tu – wymruczała, wyciągając w jego stronę rękę, którą nie trzymała kieliszka.
Już od chwili zaczął być złej myśli, ale bez zbędnego komentarza wykonał jej polecenie. Granatowooka odrzuciła dłonią włosy na plecy, po czym, wziąwszy do ręki kopertę, wykonała gest nakazujący mu się zbliżyć jeszcze bardziej. Po momencie zawahania podszedł, choć dla niego było to już jawne naruszenie sfery prywatnej.
               -         Coś ty taki nieśmiały? – Śmieszkowała w najlepsze, dopijając drinka i odstawiając szkło. Zapewne nie wypiłem tyle co ty, pomyślał, ale w odpowiedzi posłał jej jedynie uśmiech świadczący o skrępowaniu. – Nie ma się czego bać – zapewniła, obejmując go ramieniem w pasie, co jednoznacznie przeczyło jej słowom.
Kruczowłosy nie miał pojęcia jak się z tego wykręcić. Chciał jedynie odebrać swoje pieniądze i w spokoju udać się na jakże zasłużony odpoczynek. Spojrzał na rozłożone dokumenty i, choć wiedział, że może tego pytania bardzo żałować, zaryzykował:
               -         Czy muszę zrobić coś jeszcze? – Starał się by jego ton był jak najbardziej neutralny.
               -         Owszem – powiedziała powoli, przeciągając samogłoski. – Jest. – Uśmiechnęła się uwodzicielsko, a dłonią, którą akurat go nie obmacywała, szarpnęła go za krawat, przez co znalazł się zdecydowanie za blisko niej. – Musisz… Jeszcze… – Specjalnie bawiła się w przeciąganie swojej wypowiedzi, obserwując jak blednie i z każdą kolejną sekundą staje się coraz bardziej niepewny. W końcu wychyliła się w jego stronę, tak, że ich ciała niemal się stykały i owiewając jego skórę swoim ciepłym oddechem, wyszeptała mu do ucha – złożyć tu swój podpis. – Wskazała na rozłożony obok jej uda formularz.
Victoria odsunęła się od czarnookiego ze śmiechem, puszczając jego krawat i uwalniając tym samym od swojej, niespodziewanej dla niego, bliskości. Podała mu długopis, utrzymując przy tym kontakt wzrokowy zdecydowanie dłużej, niż powinna. Uchiha, którego panika zdążyła już oddalić się od punktu krytycznego, który chwilę wcześniej osiągnęła, wziął od niej cienkopis, starając się nie pokazać drżenia rąk, co do pewnego stopnia mu się udało. Odczekał moment, myśląc, że przesunie się chociaż odrobinę, ale jasnowłosa nie uczyniła tego, ciągle bacznie przypatrując się każdemu jego ruchowi. Nie mając innej możliwości, pochylił się lekko, wpisując datę oraz swoje imię i nazwisko w wyznaczonych do tego polach, po czym odłożył pióro, jak najśpieszniej odsuwając się od biurka, ale nie na tyle, by wyglądało to na ucieczkę.
               -         Skoro formalności mamy już za sobą – podjęła – czy wiesz w jaki sposób moi najlepsi pracownicy otrzymują najczęściej pieniądze.
               -         Niestety – wyrzucił szybko, ukrywając skonsternowanie bezpośrednim zachowaniem Katsumy.
Znów zaśmiała się i ponownie odrzuciwszy jasne włosy do tyłu, spojrzała mu w oczy, zeskakując ze swojego biurka. Podeszła do niego powoli, po czym równie niespiesznie wsunęła mu kopertę za pasek od spodni.
               -         Tak, właśnie tak – oznajmiła przeciągając samogłoski, po czym przesunęła językiem po ustach umalowanych szminką w barwie burgundu.
               -         Czy to już wszystko? – Próbował przerwać tę cokolwiek nastającą na jego intymność sytuację i ewakuować się z tej jaskini lwa, czy w tym przypadku lwicy, jak najszybciej.
               -         Nie do końca – rzekła niwecząc jego nadzieję. – Wyniki badań, o których rozmawialiśmy. Na kiedy je będziesz miał? – Dokończyła odwracając się od niego i siadając tym razem już poprawnie, na fotelu ustawionym za biurkiem.
               -         Dzisiaj mam termin odbioru.
               -         Wyśmienicie. Zatem oczekuję ich wieczorem. Tutaj – dodała wskazując ręką na mebel, który do niedawna służył jej niezgodnie ze swoim przeznaczeniem, do wyprowadzenie go z równowagi.
               -         Dostarczę, wedle panny życzenia.
               -         W takim razie, jesteś już wolny.
               -         Dziękuję. Do widzenia. – Pożegnał się najszybciej, jak to było możliwe.
Gdy tylko granatowooka odpowiedziała, skierował się do wyjścia, ale jeszcze w drzwiach na moment zatrzymał go jej głos:
               -         Tylko nie zapomnij.
               -         Proszę się nie obawiać. Będę pamiętał. – A gdy skinęła głową, powtórzył – do widzenia.
               -         Do wieczora – uśmiechnęła się znacząco pod nosem, czego kruczowłosy nie mógł już widzieć.
Zetsu siedział za swoim niewielkim, zawalonym niemal w całości papierami, poza małym skrawkiem gdzie stał laptop, biurkiem i sprawdzał poprawność rozliczeń przesłanych przez Akasunę, gdy drzwi z niespodziewanym impetem uderzyły o ścianę. Do środka wpląsała przez nie rozentuzjazmowana Katsuma, układając ciało w jakichś dziwnych, akrobatyczno - pulsacyjnych pozach w takt arozpoznawalnej melodii.
               -         Mogę wiedzieć co wyczyniasz? – Zapytał ostrożnie Zetsu, poprawiając jedną ręką swoje okulary do czytania, w które zawsze się uzbrajał zasiadając do faktur i innych papierzysk.
               -         Odtańcowuję taniec zwycięstwa! – Wyrzuciła z siebie podexcytowana, jakby to była elementarna podstawa wszechrzeczy. A kiedy spotkała się z jawnie sceptycznym wzrokiem niepodzielającego jej entuzjazmu zielonkawowłosego, zatrzymała się przed jego biurkiem i oparła wyprostowane ręce na blacie. – Dzisiaj odbierze wyniki badań i wreszcie je przytaszczy. – Uśmiechnęła się tak szeroko, że gdyby nie uszy z pewnością śmiała by się dookoła głowy. – Wreszcie będzie można go zapieczętować. Przygotujesz umowę, prawda? – Spytała retorycznie, nadal się uśmiechając, ale w jej głosie dało się wyczuć nutę prośby. – Wreszcie! – Cieszyła się dalej, wykręcając zabawny piruet wokół własnej osi. – Teraz, co by się nie działo, już łatwo nie spierdoli, bo będzie go wiązał okres wypowiedzenia.
               -         A co jeśli się okaże, że jest chory? – Zapytał mężczyzna z nutką rozbawienia.
               -         Nie pierdol. – Katsuma zastygła w miejscu.
               -         Nie zamierzam. Pytam tylko, co wtedy? – Uśmiechnął się nieco sarkastycznie.
               -         Wyleczy się go. – A kiedy zobaczyła parsknięcie managera, zamilkła na chwilę. – Nie martwmy się na zapas. Może i nie jest prawiczkiem, ale to, że wygląda wprost nieprzyzwoicie sexownie, nie oznacza od razu, że badass wyruchał całe Kyoto i pół prefektury. – Uśmiechnęła się zadziornie. – Daj mu trzymiesięczny okres wypowiedzenia – wyszczerzyła się do niego, wróciwszy do swojego, jak to określiła wcześniej, tańca.
               -         Nie mogę, to niezgodne z aktualnie obowiązującym prawem – piwnooki niezwłocznie ostudził jej zapał. – Maxymalnie miesiąc mogę mu dać.
               -         Coo…?! – Zawyła zawiedzona. – Weź coś zrób. Ja go chcę!
               -         Pomyślę, co da się zrobić, ale nie obiecuj sobie zbyt wiele.
               -         Dzięki – podbiegła do Ōtsutsukiego i cmoknęła go w policzek, na co mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie.

                                                                     ~  *  ~  *  ~  *  ~

 Podczas, gdy Madara smacznie i grzecznie spał już w łóżeczku, Hinata postanowiła zerwać się z lekcji. W końcu, jak powtarzała, jeden dzień nikogo nie zbawi, a ona, pełna niepokoju i złych przeczuć, musiała jakoś zaradzić kryzysowi w swoim związku. Zatem zamiast do instytucji oświatowej, weszła do niewielkiej knajpki, w której już od kilku minut czekała na nią przyjaciółka.
               -         Cieszę się, że cię widzę, Karin – zaczęła Hyūga, gdy tylko usiadła przy stoliku, jaki zajęła dla nich czerwonowłosa dziewczyna w okularach. – Nawet nie wiesz ile mam ci do opowiedzenia.
               -         Nie wątpię, że dużo. W końcu, nie nalegałabyś tak pilnie na spotkanie, gdyby nie stało się nic ważnego.
               -         To prawda, ale może najpierw ty powiedz co u ciebie. Sporo się nie widziałyśmy – zaczęła uprzejmie perłowooka.
               -         Kupiłam sobie nową sukienkę. Była wyprzedaż u Sabaku no Gaary.
               -         Masz kieckę od tego projektanta?! Nie gadaj! – Jej rozentuzjazmowanie przerwał kelner, któremu pospiesznie złożyły zamówienie.
Po krótkich zachwytach na temat studniówkowej kreacji Uzumaki, otrzymaniu napojów i kilku luźnych tematach, czarnooka miała dość obchodzenia głównego wątku. W końcu spotkały się w konkretnym celu. Jej przyjaciółka miała problem, a ona była zdeterminowana, by jej pomóc.
               -         Hinata – zaczęła w końcu. – Chodzi o Madarę, tak? – A gdy głośne i dość zrezygnowane westchnienie potwierdziło jej spekulację, dodała – no już, gadaj, co zmajstrował?
               -         Niby nic – powiedziała z ociąganiem. – Ale jednak!
               -         To znaczy?
               -         Chodzi o jego pracę.
               -         Ma wreszcie pracę? – Podjęła, poprawiając okulary. – To chyba dobrze. Już niedługo będziecie mogli razem zamieszkać. Tyle na to czekałaś…
               -         Tak, tak. – Zamilkła na chwilę, po czym kontynuowała – to nie jest takie kolorowe, jak się wdaje, Karin.
               -         Co masz na myśli? – dopytywała Uzumaki, widząc, że chociaż to granatowowłosa zaproponowała rozmowę, sama z siebie nic nie powie.
               -         Myślę, że on mnie okłamuje – wyrzuciła jednym tchem.
               -         Co?! Przecież on świata poza tobą nie widzi, dziewczyno! – Oburzyła się na taki zarzut czarnooka.
               -         Tak? – Zapytała zaczepnie Hyūga. – To posłuchaj. Ja nawet nie wiem, gdzie on pracuje. Za każdym razem, kiedy tylko temat schodzi na cokolwiek, choćby luźno związanego z pracą, zmienia go. Nie mam pojęcia ani co robi, ani gdzie, nawet nie wiem jak się nazywa firma, w której jest zatrudniony.
               -         Nie hiberbolizujesz przypadkiem odrobinę?
               -         No wiesz!
               -         Hmm…
               -         Jakby tego było mało, pracuje w nocy. A kiedy próbuję o cokolwiek zapytać, albo mnie ignoruje, albo się irytuje i od razu zaczyna gadać o czymś innym, albo zbywa mnie pierwszym lepszym textem. Nie wiem nic. Kompletnie nic.
               -         Cokolwiek dziwne – zawyrokowała po chwili czerwonowłosa.
               -         Karin, ja się boję, że on na te całe noce wcale nie znika do pracy.
               -         Co sugerujesz? – Zapytała retorycznie, bo domyślała się podejrzeń przyjaciółki.
               -         Karin, on mnie zdradza! – Odparła pewnie, całkowicie przekonana o swojej racji.
               -         Ej, ej! Nie zapędzaj się tak. – Uzumaki próbowała nieco zahamować galopujące domniemania perłowookiej.
               -         Bierzesz jego stronę?!
               -         Hinata, nie biorę niczyjej strony! Ale w coś takiego jest mi naprawdę trudno uwierzyć. Znam trochę Madarę i zapewniam cię, że to byłoby bardzo nie w jego stylu.
               -         Tak myślisz? – A kiedy czarnooka skinęła głową, dopytała – więc… Co podejrzewasz?
               -         Trudno powiedzieć. – Zamyśliła się przez chwilę. – Na pewno nie osądzaj go tak od razu, bez żadnych dowodów. Przede wszystkim spróbuj z nim porozmawiać…
               -         Już próbowałam – przerwała zniecierpliwiona granatowowłosa.
               -         Posłuchaj, spróbuj z nim na spokojnie jeszcze raz porozmawiać i dowiedzieć się w czym rzecz. A jeśli to nie pomoże… Cóż… Mam pewien pomysł.
Hyūga na moment utkwiła w przyjaciółce spojrzenie swoich perłowych oczu, po czym uśmiechnęły się do siebie porozumiewawczo.




PS  Na fejsie <klik> znajduje się bardzo krótka ankieta dotycząca przyszłych rozdziałów; wszystkich chętnych zapraszam do zmarnowania minuty swojego cennego życia na jej wypełnienie.
Dziękuję Akemi Kagawie za kilka cennych rad, które doprowadziły ten rozdział do stanu umożliwiającego pokazanie oczom szerszej publiczności.
Wszystkie Klientki (i ewentualnych Klientów) cieplutko pozdrawiam! ^^
                                                                                           Blady Księżyc